Piłkarze Przemszy ulegli na własnym stadionie Szombierkom Bytom 0-1 (0-0) w meczu 4. kolejki IV ligi. Kibice zgromadzeni w sobotnie popołudnie nie zobaczyli porywającego spotkania, a szczególnie w drugiej połowie meczu. Niestety w ostatniej akcji, w doliczonym czasie gry, goście zdobyli gola po zamieszaniu po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i to oni zgarnęli całą pulę. Najmilszym akcentem dla LKS-u w sobotę było uhonorowanie przez Zarząd i kibiców byłego trenera Przemszy – Damiana Łukasika oraz byłego snajpera – Daniela Tukaja, pamiątkowymi statuetkami i upominkami za lata spędzone w Klubie.

Pierwszy kwadrans spotkania dość wyrównany, a żadna ze stron nie przeważała na tyle, aby otworzyć wynik meczu. Już na początku (7 min.) kontuzji doznał Bednarz i jego miejsce zajął Tutaj. W 13 min. bytomianie rozegrali szybką akcję na lewej stronie zakończoną wrzutką na krótki słupek. Tam zawodnik Szombierek uderzył głową, ale piłka po strzale trafiła jedynie w boczną siatkę. Dwie minuty dalej ponownie goście, tym razem po stałym fragmencie, znowu zagrozili bramce Boreckiego lecz futbolówka znowu przeleciała obok bramki po strzale z główki. Pierwszy raz groźniej siewierzanie zaatakowali w 21 min., ale dośrodkowania z prawej boiska w pole karne nikt nie zamknął i piłka przeleciała wzdłuż linii bramkowej. Najlepszą okazję podopieczni trenera Mandli mieli w 31 minucie, kiedy po akcji Fredyka i Niesyty, ten drugi uderzył z rogu pola karnego, linii szesnastego metra, nad spojeniem bramki bytomian. Nic godnego odnotowania już więcej w tej części już się nie wydarzyło. Była to połowa raczej walki w środku pola.

W drugiej odsłonie oba zespoły niestety obniżyły loty, przez co poziom sportowy tego spotkania bardzo spadł. Wiele niedokładnych zagrań, niecelnych podań, brak komunikacji, nieporozumienia w ustawieniu cechowały oba zespoły, a w szczególności nasz. Ponadto brak nominalnego napastnika (Burczyka) w składzie Przemszy był bardzo widoczny i LKS nie potrafił stworzyć sobie żadnej klarownej, podbramkowej sytuacji. W 53′ niecelny strzał obok słupka oddał zawodnik z Bytomia. Wprowadzony w drugiej połowie Głośny, nieco ożywił naszą grę na lewej stronie i w 55 min. wrzucił wprost na główkę Niesyty, ale ten uderzył za słabo i bramkarz „Szombrów” nie miał problemów z wyłapaniem piłki. W 67′ Niesyto zdecydował się na uderzenie z okolicy 14 metra lecz trafił wprost w golkipera gości. Bytomianie kilkukrotnie zaskoczyli nasz zespół szybkimi kontrami, ale w większości przypadków łapani byli na „spalone”, albo dogrywali niecelnie piłki w kierunku napastników. W 79 minucie Kapias uderzył za słabo aby zaskoczyć bramkarza drużyny prowadzonej przez trenera Osadnika. Arbiter główny doliczył dwie minuty do regulaminowego czasu gry. W 90+1′ niepotrzebny faul na naszej połowie i „Zieloni” wykonywali rzut wolny z prawej strony. Piłkarz TS-u wrzucił w szesnastkę, tam futbolówka po dużym zamieszaniu trafiła na dziesiąty metr do niepilnowanego Krzykawskiego, a ten po ziemi pokonał Boreckiego. Sędzia pozwolił jeszcze dograć kilkadziesiąt sekund i po ich upływie zakończył spotkanie, w którym emocję (l. poj.) zobaczyliśmy dopiero na sam koniec.

Brak siły ofensywnej Przemszy znowu dobitnie było widać przez niemal całe spotkanie, a na potwierdzenie tych słów można przytoczyć fakt, iż spośród 16 drużyn w naszej grupie, Przemsza zdobyła po czterech kolejkach najmniej goli w lidze bo tylko 3 (na szczęście mało ich też tracimy). Ponadto jeśli chodzi o mecze domowe to jesteśmy najgorszą drużyną w grupie, ale za to najlepszą na wyjazdach. Najsprawiedliwiej byłoby, gdyby mecz zakończył się bezbramkowym remisem lecz niestety szczęście które dopisało nam w Zawierciu opuściło nas w meczu z byłym Mistrzem Polski. Porażka boli.

Przemsza: Borecki – Pająk, Świerczyński, Tokarz, Sawicki (c), Niesyto, Kapias, Bednarz (9′ Tutaj), Pietrycha (46′ Głośny), Fredyk (62′ Wlaź), Ból.