Przemsza Siewierz wygrała 4:1 (0:0) bardzo ważny mecz w ramach XXVI kolejki Zina IV ligi śląskiej gr. 1 ze Śląskiem Demarko Świętochłowice. Było to bardzo emocjonujące spotkanie, szczególnie w drugiej połowie, a pod koniec dość „ostre”. Kolejny raz „biało-czerwono-zieloni” jako pierwsi stracili gola (Nawrocki 50 min.) i musieli odrabiać straty co tym razem zrobili z nawiązką – wyrównanie po golu samobójczym (57 min.) potem Zając (68 min.). Goście w końcówce postawili wszystko na jedną kartę czego skutkiem były kolejne dwa gole dla LKS-u (88 min. Bednarz i 90 min. Burczyk) i dwie czerwone kartki dla graczy MKS-u. Wynik mógł być okazalszy gdybyśmy tylko wykorzystali nasze kontrataki w ostatnich minutach. Podopieczni trenera Mosny, który wczoraj obchodził urodziny, wydostali się ze strefy spadkowej (kosztem właśnie Śląska) i przed sobotnim meczem plasują się na miejscu barażowym.

Pierwszy kwadrans środowego pojedynku przy Sportowej 1 to dominacja świętochłowiczan. Goście mocno weszli w spotkanie, nie schodzili z naszej połowy, organizowali oskrzydlające akcje, a siewierzanie sporadycznie przekraczali linię połowy. W tym czasie przyjezdni oddali groźny strzał głową na naszą bramkę, ale Stambuła efektownie przeniósł piłkę nad poprzeczkę. W 15 minucie na strzał z ok. 20 metrów zdecydował się Bednarz, ale tutaj golkiper MKS-u również wykazał się umiejętnościami i sparował futbolówkę nad spojeniem. Niestety blokujący to uderzenie gracz Śląska zderzył się z Bednarzem i doznał ciężkiego urazu – najprawdopodobniej złamana noga (zawodnikowi życzymy szybkiego powrotu do zdrowia). Po zawodnika Świon przyjechała karetka, a sędzia przerwał mecz na ok. 8 minut. Ta „przymusowa przerwa” lepiej zadziałała na naszych piłkarzy, którzy „obudzili się” po niemrawym początku. W 27 min. po wrzutce z kornera piłka spadła na nogę Burczyka będącego w „piątce”, ale ten przestrzelił nad poprzeczką. W 31′ bezpośrednio z rzutu wolnego uderzał Bednarz, ale jego kąśliwe i precyzyjne uderzenie przy słupku na rzut rożny wybronił golkiper MKS-u. W następnych minutach dwukrotnie z dystansu nieco niecelnie uderzali goście. W 42 min. opanowaniem na przedpolu wykazał się tym razem nasz bramkarz, który skracając kąt uniemożliwił oddanie celnego strzału zawodnikowi w niebieskiej koszulce, który miał tylko Stambułę przed sobą. Kilkadziesiąt sekund dalej Przemsza miała stuprocentową sytuację na objęcie prowadzenia w tym spotkaniu. Doskonała wrzutka Skrzypińskiego z prawego skrzydła, idealnie na głowę Burczyka, ale ten z pięciu metrów, niepilnowany, kolejny raz posłał futbolówkę nad bramką. Po doliczonych ośmiu minutach arbiter zakończył tę bezbramkową pierwszą połowę.

Drugie czterdzieści pięć minut rozpoczęło się źle dla „biało-czerwono-zielonych”. w 50 min. niepotrzebna strata w środku pola, którą bezwzględnie wykorzystali goście. Szybkie rozprowadzenie na prawe skrzydło, wrzutka w pole karne, a tam napastnik przyjezdnych głową skierował futbolówkę tuż przy słupku, a „złapany na wykroku” Stambuła nie miał nic do powiedzenia. Na szczęście siedem minut dalej siewierzanie wyrównali. Zając zdecydował się na indywidualny rajd prawą stroną, podciągnął pod samo pole karne gości i uderzył obok interweniującego golkipera. Piłkę zmierzającą do bramki próbował jeszcze tuż przed linią bramkową wybić defensor MKS-u, ale zrobił to tak, że odbiła się ona od słupka i wpadła do siatki, tym samym zanotował on „samobója”. Po wyrównującej bramce mecz się ożywił, a oba zespły wiedziały, że podział punktów w tym meczu tak naprawdę nie dawałby nic. Każda ze stron dążyła zacięcie do strzelenia „tej” zwycięskiej bramki. W 68 min. Pałyga wystawił piękną piłkę „w uliczkę” Zającowi, a ten przy asyście obrońcy oddał mocny strzał lewej strony pola karnego (z ok. jedenastego metra), a futbolówka wpadła tuż pod poprzeczkę. 2:1 ! Golkiper Świętochłowic tylko odprowadził piłkę wzrokiem. Goście widząc sytuację na murawie, rzucili wszystkie swoje siły do ataku, odsłaniając się w defensywie, a siewierzanie to wykorzystywali. W przeciągu kilku minut dwóch „setek” po kontrach nie wykorzystał Amadeusz Zając będąc niemalże ‚oko w oko’ z golkiperem Świon! Kilka minut później Amadeusz wystawił piłkę Skrzypińskiemu, ale ten uderzył wprost w bramkarza gości. W 80 minucie zaś mało brakło aby to drużyna Śląska wyrównała bowiem po zamieszaniu w naszej szesnastce futbolówka trafiła w słupek naszej bramki. W 85 min. kolejny kontratak LKS-u i tym razem wprowadzony Sobczyk w doskonałej sytuacji oddał za słaby strzał z lewej strony bramki. W 86 min. za drugą żółtą boisko opuścił Nawrocki, a w 87′ czerwień ujrzał również Wawrzyniak i Śląsk kończył w „dziewiątkę”. Wykorzystała to Przemsza, która wbiła świętochłowiczanom dwa gole pod koniec meczu. Najpierw na listę strzelców wpisał się Bednarz, który płaskim strzałem z prawej strony w lewy róg umieścił piłkę w siatce, a już w doliczonym czasie gry wreszcie przełamał się Łukasz Burczyk (na gola czekał 172 dni), który wykorzystał podanie Badory z prawego skrzydła zamykając akcję i niepilnowany lokując futbolówkę z kilku metrów pod poprzeczkę.

Była to dopiero pierwsza wygrana z ekipą Śląska w naszych pojedynkach w IV lidze ! Dzięki cennemu zwycięstwu (drugie w rundzie rewanżowej) Przemsza wskoczyła o jedno oczko wyżej w tabeli, kosztem naszych przeciwników. Walka o utrzymanie robi się coraz ciekawsza bowiem broni nie składa Drama, a drużyny od 15 do 11 miejsca dzielą jedynie 4 punkty. Przemsza do AKS-u i Sarmacji traci odpowiednio jedno i dwa „oczka”, a wymoienione zespoły jeszcze nie pauzowały. W sobotę o 11.00 gramy z Wartą w Zawierciu.

Trener Mosna po meczu:

„Chciałbym serdecznie podziękować mojemu zespołowi za prezent w postaci zwycięstwa w tym meczu. Było to dla nas bardzo ważne spotkanie. Po stracie bramki byliśmy w bardzo trudnej sytuacji, jednak drużyna dała radę i zagrała koncertowo”.

Przemsza: Stambuła – Skrzypiński D., Wolff, Bajor, Pałyga, Skrzypiński K. (87. Badora), Mazerant, Bednarz, Tyszczak (65. Sobczyk), Burczyk, Zając.