Piłkarze Przemszy Siewierz ulegli Śląskowi Świętochłowice w Lipinach 4-2 (1-2) w meczu V kolejki Haiz IV ligi. Mimo szybkiego objęcia prowadzenia, strzelenia dwóch bramek na początku spotkania przez Macieja Torę (11 min.) i Szymona Kapiasa (19 min. – rzut karny) gospodarze pod koniec pierwszej połowy zdobyli kontaktowego gola z karnego. O tym co działo się po przerwie nasi zawodnicy będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Oddaliśmy całkowicie inicjatywę drużynie Śląska, a trzy kolejne gole dla MKS-u to tylko najmniejsza kara dla Przemszy.

Świętochłowiczanie w sobotnie popołudnie od razu wzięli się do ataków na naszą bramkę. Już w 2 minucie oddali serię mocnych strzałów z dystansu, na nasze szczęście niecelnych. Kilka minut dalej to LKS zaczął częściej atakować co przyniosło skutek w 11 minucie. Nieporozumienie na linii golkiper-obrońca „Świon” skrzętnie wykorzystał Tora, który strącił piłkę głową, a ta spokojnie wtoczyła się do bramki. W 19 min., po jednym z kornerów dla Przemszy, sędzia dopatrzył się faulu na naszym piłkarzu w szesnastce MKS-u i skazał na „wapno”. Do karnego podszedł Kapias i pewnym strzałem pokonał golkipera miejscowych. Tu niestety mecz chyba zakończył się dla naszych zawodników, którzy oddali inicjatywę gospodarzom, a „niebiesko-biali” z minuty na minutę co raz częściej meldowali się pod naszym polem karnym. W 28 min. faul tym razem w naszym polu karnym i sędzia odgwizduje karnego. Do piłki podchodzi Wawrzyniak, ale Borecki wyciąga strzał z jedenastu metrów! Niestety niekryty dobija swoje uderzenie i daje kontaktowego gola Śląskowi. Ta bramka to był mocny impuls dla zawodników ze Świętochłowic, którzy za wszelką cenę dążyli do doprowadzenia do remisu jeszcze przed przerwą. Mieli ku temu kilka świetnych okazji, które na szczęście nie udało im się wykorzystać.

Druga połówka rozpoczęła się tak jak zakończyła pierwsza – atakami gospodarzy. Z naszej strony pojawiały się błędy znane z naszych poprzednich spotkań. Brak pomysłu na grę, mało argumentów w ofensywie, niedokładność i błędy w rozegraniu. Już w pierwszych pięciu minutach Borecki trzykrotnie znakomicie uchronił nasz zespół od straty bramki. Gol dla MKS-u wisiał w powietrzu. Zwodnicy Śląska co raz to atakowali lewym czy prawym skrzydłem. Wyrównanie przyszło w 76 minucie. Po zamieszaniu po kornerze, zawodnik (Ściętek) „Świon” wpakował futbolówkę do bramki Boreckiego. Po tym golu podopieczni trenera Mandli rozsypali się na dobre. Będąc na fali gospodarze trzy minuty dalej zdobyli kolejnego gola. Z „jedenastki” prowadzenie MKS-owi dał Lesik. Nasi zawodnicy nie byli już w stanie nadążyć za akcjami świetnie spisującego się w sobotę beniaminka, sami nie robiąc za dużego zagrożenia pod bramką miejscowych. W trzeciej minucie doliczonego czasu gry, piłkarze Śląska postawili „kropkę nad i”, a dokładnie Czapla, który wykończył składną akcję zespołu. Było to zasłużone zwycięstwo gospodarzy, a dla nas chyba najgorsze spotkanie od początku sezonu. Za tydzień spotkanie z radzionkowskim Ruchem.

Przemsza: Borecki – Tora (63′ Czogała), Świerczyński, Tokarz, Sawicki (54′ Pająk), Maryniok, Kapias, Fredyk, Głośny, Ból (76′ Wlaź), Burczyk