Przemsza Siewierz zremisowała w II kolejce IV ligi śląskiej gr. 1 ze Śląskiem Świętochłowice 2-2 (1-1). Jako pierwsi bramkę zdobyli gospodarze (10 min. Wasiak). Siewierzanie jednak szybko odrobili stratę za sprawą Łukasza Burczyka i jego bramką z główki (14 min.). Na początku drugiej odsłony na prowadzenie siewierski LKS wyprowadził Marcin Ból (53 min.). W 64 minucie nasz obrońca, Sebastian Szombierski, obejrzał drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną. Niestety chwilę potem zawodnicy „Świon” wyrównali stan meczu (68 min. Paszek), ale Przemsza dowiozła remis do końca meczu. W doliczonym czasie sobotniego spotkania zawodnik MKS-u faulował naszego napastnika tuż przed bramką, w konsekwencji czego ujrzał czerwony kartonik. To nie był jednak koniec emocji w tym meczu. Po spotkaniu również Niesyto dostał czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie. To co wydarzyło się w końcówce tego pojedynku opisał trener Oklejewski poniżej.

Słowa uznania należą się dla obu drużyn za to, co pokazały na boisku. Otwarte spotkanie i dwie drużyny zainteresowane tylko i wyłącznie trzema punktami. Dużo fajnych akcji, sporo sytuacji podbramkowych i twarda gra przez całe spotkanie. Myślę, że kibice zgromadzeni na trybunach byli po meczu usatysfakcjonowani. Mecz ze Śląskiem zaczął się dla nas zupełnie inaczej niż tydzień temu w Częstochowie. Tym razem to my dosyć szybko straciliśmy bramkę i byliśmy zmuszeni gonić wynik. Na szczęście drużyna dobrze zareagowała na tą sytuację i do przerwy zdołaliśmy wyrównać. Dośrodkowanie Tory zamienił na bramkę Burczyk, który strzelił tym samym swoją drugą bramkę w bieżącym sezonie. Świetnie zaczęliśmy drugą połowę. Bednarz zainicjował akcję ofensywną, podał przed pole karne do Bóla, a ten płaskim strzałem dał nam prowadzenie. Momentem zwrotnym w tym meczu była dla nas 64 minuta. Głupią żółtą kartkę złapał Szombierski. Niestety była to już druga żółta kartka i w konsekwencji wykluczenie z gry. Brakowało nam potem tego jednego zawodnika zwłaszcza w grze defensywnej. Ostatnie 30 minut meczu to wymiana ciosów. Gospodarze w tym okresie strzelili bramkę, my niestety nie.
Kontrowersyjna była ostatnia minuta dołączonego czasu gry. Zając wychodzi sam na sam z bramkarzem, wracający obrońca chwyta go wpół i zatrzymuje. Sędzia używa gwizdka nie zwracając w ogóle uwagi na to że do bezpańskiej już piłki dobiega Morys i staje oko w oko z Gambuszem… Szkoda, że tak doświadczony arbiter nie potrafi zastosować przywileju korzyści. Sędzia liniowy, który nie nadąża za połową akcji przez swoją widoczną nadwagę, też jest dla mnie na poziomie czwartoligowym czystą kpiną. Poza tym sędzia często jest nazywany rozjemcą i powinien tonować nastroje i uspokajać rozgrzane głowy zawodników, a ironiczny uśmieszek sympatycznego Pana z tuszą na pewno temu nie pomagał. Ja jako trener na pewno wyciągnę konsekwencje wobec zawodników, którzy zachowali się nieodpowiednio, ale czy ktoś w Śląskim Związku Piłki Nożnej zareaguje na postawę sędziów. Szczerze w to wątpię. Na sam koniec chciałbym jeszcze pochwalić swój zespół za odważną grę, za to że grając w osłabieniu dążyliśmy do strzelania zwycięskiej bramki. Wszystkie cztery zmiany były udane i to jest również pozytyw przywieziony z Lipin. Dwa mecze wyjazdowe – dwa remisy. Następny mecz u siebie i szansa na pierwsze zwycięstwo, choć zdaję sobie sprawę że będzie ciężko bo Grodziec to zawsze niewygodny rywal.