Przemsza Siewierz przegrała kolejny mecz na własnym stadionie. Tym razem ulegliśmy MKS-owi Myszków 1-3 (1-1) w XXII kolejce IV ligi. Pierwszą w meczu i honorową bramkę dla LKS-u w 34 minucie zdobył Daniel Tukaj. Potem strzelali jedynie goście. Najpierw gola do szatni (45 min.) z rzutu karnego zdobył Zdanowski, potem na prowadzenie MKS po stałym fragmencie wyprowadził Stankiewicz (56 min.), a LKS dobił w 87 minucie Andrzejewski.

To miał być mecz na przełamanie i był, ale dla gości z Myszkowa. Aż do pierwszej bramki w tym meczu na murawie nic za specjalnie się nie działo. Obie ekipy nie wypracowały sobie prawie żadnych podbramkowych sytuacji. Dopiero w 34 minucie po wrzutce z prawej strony i strzałem głową z ok. dziesięciu metrów prowadzenie siewierzanom dał Tukaj, który wyprzedził interweniującego golkipera gości, ale również nieco ucierpiał po tej interwencji. Przemsza od tego momentu nieco przejęła inicjatywę. Pod koniec połowy (43 min.) ponownie najstarszy w naszej ekipie Daniel Tukaj podciągnął sam pod pole karne przyjezdnych, ale tam z ostrego kąta trafił w bramkarza. Niestety, w 45 minucie po zagraniu ręką naszego obrońcy w naszej szesnastce, arbiter podyktował rzut karny dla myszkowian, którego pewnie wykorzystał Zdanowski. Do szatni więc obie ekipy schodziły z dorobkiem jednej bramki.

Początek drugiej to ładna akcja podopiecznych trenera Łukasika, ale Ból po pięknym przerzucie, trafił w bramkarza MKS-u. W 51 minucie dobrze w tempo zza pleców obrońców wypadł „Tuki”, ale golkiper Myszkowa w porę wystartował ze swojej bramki i przeciął podanie. Pięć minut dalej goście wykonywali rzut rożny. Jak wiemy stałe fragmenty gry to ostatnio pięta achillesowa naszej drużyny. Tym razem również nie popisaliśmy się w defensywie bowiem Stankiewicz sprytnym strzałem z główki z ok. piątego metra pokonał Boreckiego. Nasi piłkarze grali ambitnie, nawet dominowali w tej części, ale nie potrafili sforsować obrony drużyny przyjezdnej. Myszkowianie natomiast prowadząc 2-1 nastawili się na kontrataki. Jeden z nich, w 65 min., mógł zakończyć się golem dla MKS-u, bowiem zawodnik „Biało-niebieskich” sprytnie złamał akcję do środka naszego pola karnego, ale jego strzał w porę wybronił Borecki. W 68 min. aktywny w sobotę Tukaj ponownie stanął przed szansą na gola, ale znowu jego uderzenie z lewej strony obronił golkiper MKS-u. W 87 min. szybką kontrę przeprowadzili goście – podanie z prawej strony na szesnasty metr, a tam Andrzejewski mocnym strzałem po ziemi w róg bramki przypieczętował zwycięstwo gości. Była to czwarta porażka z rzędu w lidze, a piąta jeśli liczyć Puchar. Kolejny raz przegrywamy 1-3, kolejny raz po podobnym scenariuszu, gdzie tracimy bramkę albo po rzucie karnym (zagranie ręką), albo po stałym fragmencie (rzut rożny), albo po kontrze w końcówce meczu. Mamy najmniejszy dorobek punktowy na wiosnę spośród 17 drużyn naszej grupy – 1 punkt na 15 możliwych. Nawet KS panki zgromadziły 4 oczka, a rezerwy Piasta (nasz kolejny przeciwnik) również wygrały w ten weekend przełamując impas. Fatalnie gramy też na własnym stadionie (13 punktów), a gorszy pod tym względem jest jedynie GKS II Katowice. Po tej kolejce zajmujemy 11. miejsce w tabeli, a nasza przewaga nad strefa spadkową szybko topnieje i wynosi obecnie 5 punktów. Zwycięstwo potrzebne od zaraz!

Przemsza: Borecki – Niesyto, Kryger, Tokarz, Sawicki, Ból, Fredyk, Kapias, Zawadzki, Świerczyński (46′ Tora), Tukaj.