Podopieczni trenera Sobczaka zremisowali 0-0 z rezerwami Rakowa Częstochowa w meczu VIII kolejki IV ligi śląskiej gr. 1. Mimo, że w sobotnie popołudnie nie ujrzeliśmy żadnych goli, to spotkanie z wiceliderem naszej grupy mogło się podobać. Częstochowianie przeważali w posiadaniu piłki, ale to nasz zespół miał więcej klarownych podbramkowych sytuacji. Zagraliśmy dobrze w obronie, ale pod bramką Rakowa zabrakło trochę szczęścia.

W ekipie Siewierza zabrakło kilku podstawowych graczy, zaś u gości wystąpiło trzech graczy z występami w najwyższej lidze (Lenartowski, Mizgała czy Oziębała). W 6 minucie spotkania gracze z Częstochowy przeprowadzili szybki atak lewa stroną. Zawodnik „dwójki” urwał się naszym obrońcom i uderzył na bramkę Boreckiego, a futbolówka minęła metr nasz prawy słupek. W kolejnej sytuacji (16 min.), po dośrodkowaniu w naszą szesnastkę z rzutu wolnego, piłkarz Rakowa niewiele minął się z piłką. W odpowiedzi, kilkadziesiąt sekund później, w polu karnym gości dobrze odnalazł się Zając, który otrzymał podanie od Burczyka, ale z kilku metrów trafił w nogi interweniującego golkipera przyjezdnych. W 28′ Mazerant zdecydował się na bezpośrednie uderzenie z wolnego, ale tu tez młody bramkarz częstochowskich rezerw pewnie interweniował. W 37 min. gorąco zrobiło się pod naszą bramką – Borecki z trudem wybronił piłkę na boczną siatkę, po wcześniejszym strzale, która jeszcze po drodze zmieniła kierunek po rykoszecie. Trzy minuty dalej ponownie częstochowianie zagościli w naszym polu karnym i kolejny raz piłka minęła nasz słupek. Najlepszą chyba okazję w tej części spotkania na gola mieli jednak siewierzanie. W 43 minucie Bednarz „zamieszał” na lewym skrzydle i dośrodkował na siódmy metr wprost na głowę Burczyka. Ten uderzył precyzyjnie tuż przy słupku, ale jeszcze lepiej interweniował bramkarz Rakowa, który z trudem, ale jednak uchronił gości przed utratą bramki, wybijając piłkę na rzut rożny.

Początek drugiej odsłony to strzał z dystansu gracza „dwójki”, który pięknie wybronił Borecki. W 62′ miała miejsce kontra LKS-u. Zając dostał piękne podanie za linię obrony Rakowa, minął na szesnastym metrze wychodzącego z bramki golkipera, ale wypuścił piłkę nieco za daleko i z bardzo ostrego kąta trafił jedynie w boczną siatkę. 120 sekund dalej błąd naszej defensywy i szansa dla Rakowa. Na posterunku jednak „Boro” i to jemu powinni dziękować nasi obrońcy. W 69 minucie głową uderzał Oziębała z Rakowa, a futbolówka po jego strzale powędrowała nieco nad poprzeczką. Niemalże stuprocentową sytuację mieliśmy jednak w 72 minucie, kiedy to Burczyk precyzyjnie dograł ze skrzydła, na głowę niepilnowanego Sobczyka, który zamykał akcję na dalszym słupku, ale ten spudłował z kilku metrów w doskonałej sytuacji. W ostatnich minutach, widać było, że obie drużyny za wszelką cenę chciały zdobyć chociażby jednego gola, który na pewno dałby zwycięstwo w meczu. W 90 minucie Borecki broni, gdy zawodnik z Częstochowy urywa się naszym obrońcom, a w doliczonym czasie Badora z głowy uderza nad bramką po wrzutce Zająca. Po ambitnej walce zespół Przemszy sprawiedliwie podzielił się punktami z wiceliderem z Częstochowy.

Po siedmiu rozegranych meczach „Biało-czerwono-zieloni” na 10. miejscu w tabeli. Był to trzeci bezbramkowy remis w sezonie. Za tydzień wyjazd do Świętochłowic.

Przemsza: Borecki – Wolff, Dębski, Góralczyk, Pawlik, Sobczyk (72. Badora), Bednarz, Mazerant, Porochnicki, Burczyk (74. Psonka), Zając.